W minionym tygodniu uczestnicy Środowiskowego Domu Samopomocy wybrali się na wycieczkę do ośrodka wypoczynkowego „Ostoja” pod Miliczem.

Zachęcamy do zapoznania się z relacją z tego wydarzenia 🙂

Fajny był autobus Mercedes z przyczepką, którym zabrał nas na wycieczkę. Jechaliśmy przez Trzebnicę, gdzie wsiadła nasza koleżanka Ela i z nami jechała do Milicza, do ośrodka Ostoja.  Najpierw poszliśmy do pokoju – były to domki trzy osobowe na wodzie, z zewnątrz drewniane i przygotowane. W dolinie Baryczy było w sumie pięć domków, a jeden był dalej 15 minut pieszo. W każdej wolnej chwili  chodziliśmy na spacery po lesie.  Pierwszego dnia paliliśmy dwa ogniska – w południe i wieczorem. To drugie mniej mi się podobało, bo popsuła się pogoda. Dziewczyny szukały zapalniczek. Podczas tego pierwszego była dobra pora obiadowa  na smażoną kiełbaskę i ziemniaczki z kociołka.  A wieczorem wszyscy przy ognisku byli i się patrzyli w ogień, zaś po ognisku poszliśmy do Milicza na duże lody. W moim domku gdzie spałem znalazła się mała  jaszczurka. Na koniec pojechaliśmy do zajazdu na zdrowy obiad i kompot. Wycieczka była fajna, były ładne widoki, a nocą  cisza i błogi spokój. Śniadania robiliśmy sami – jedliśmy  jogurt i z serem bułkę, a później pojechaliśmy na ekstra posiłek – devolaje ze szpinakiem i pieczarkami. Wróciliśmy około czwartej na Kiełczowską.  Najlepiej to mi się podobały ciemne szyby w busie, lody z automatu i smacznym waflu polane polewą oraz szykowanie kijków do pieczenia kiełbasek i  ładna, sprzyjająca nam pogoda. Bartek B.

W czasie podróży uciąłem drzemkę, a potem spędziłem czas na oglądaniu natury za szybą autokaru. O godzinie 14.00 dotarliśmy do celu. Otrzymaliśmy klucze do własnych domków letniskowych. Po poznaniu własnych kwater udaliśmy się na krótki spacer. Po południu rozpaliliśmy ognisko, urządziliśmy ucztę złożoną z kiełbasek i pieczonych warzyw. Do tego musieliśmy użyć własnych ociosanych kijów. Nasz obiad skończył się na tym, że wróciliśmy do swoich domków. Po krótkim odpoczynku skorzystaliśmy ze spaceru na łonie natury. Niespodzianką był prezent – lody 🙂 Dzień ten zakończył się na tym, że położyliśmy się do swoich łóżek. To była środa, dzień drugi. Śniadanie odbyło się o godzinie 9.00. Kanapka z żółtym serem i sałatką jarzynową smakowała świetnie. Później, przygotowaliśmy się do powrotu do Wrocławia. Bagaż spakowany, decyzja zapadła – spacer wokół tego miejsca. Dalej, przyjechał mikrobus i pożegnaliśmy to magiczne uzdrowisko równo o godzinie 12.00. Zabrałem ze sobą wodę mineralną i prowiant. Postój w Grabowie wykorzystaliśmy na pyszny obiad. Opuściliśmy restaurację o godzinie 14.00. Bus dotarł na parking szkoły LZN o godzinie 15.30. We Wrocławiu panowała wtedy pogoda słoneczna. Pożegnaliśmy to bajkowe miejsce z miłymi wspomnieniami. Tomek K.